Rzeczy się zmieniają, ja się zmieniam, a może raczej: jestem work in progress. Odkrywanie i kształtowanie, i dać czasowi czas.
Odpadanie warstw to długi i przyjemny proces. Być może to po prostu defragmentacja ego, połączona z odpadaniem, upieram się, że to odpadanie jest istotne. To jak zrywanie tynku ze ściany, odrywanie maseczki ze skóry, samo patrzenie jest przyjemne i ciągle chce się więcej. To z tym ego, to wymyśliłam to teraz, nie wiem, czy psychoanalitycy by się zgodzili.
Tak czy inaczej, nieprzeceniona jest praca, którą wykonuje tu upływ czasu per se. Może to te połączenia neurologiczne w mózgu, które się tworzą i ugruntowują, choć nie do końca przemawia do mnie ta teoria; może dlatego, że nic o niej nie wiem. Nie jestem fanką researchu, ale i to się zmienia. Rzeczy zaczynają mnie prawdziwie interesować, a te, które mnie interesują - sprawiają, że próbuję zrozumieć więcej. To jest nowe. Nowy jest spokój samotności, normalność w byciu samej, którą też osiągnęłam drogą fejkowania. No i którejś niedzieli dostałam takiego okresu i grypy, że niebiosom dziękowałam za instytucję niedzieli, którą przeleżałam, śpiąc. Tak pokochałam niedzielę jako kolejny wolny dzień na moje sprawy.
Oddycham.
:wdzięczność
poczucie odpowiedzialności
poczucie konsekwencji za moje decyzje
wiedza, co jest dla mnie dobre
małe wybory
odpuszczanie
przebaczenie
to są uczucia nowe, które poczułam prawdziwie. Mogę leżeć, pić herbatę, słuchać azteckiej!!! muzyki i dziękować za te wszystkie przywileje, które dostaje. Mogę słuchać pana grającego na harfie pod mediolańską katedrą i płakać, żeby nigdy nie zabrano mi mojej wolności, mojego komfortu. Chcę pracować nad swoją energią, chcę być przyjemnym człowiekiem.
jezu, co mi się stało.
Wednesday, 14 November 2018
Saturday, 8 September 2018
Jestem w Parmie, na srodku sali targowej, byc moze nie jest to najszczesliwsze miejsce na podsumowanie ostatnich tygodni, ale nie mam sposobnosci na szczesliwsze. Dni mijaja od ostatniego wpisu, a chce zachowac jakakolwiek plynnosc.
Obserwuje od dluzszego czasu, jak ciezko mi obserwowac ludzi ze wzgledu na moja wsobnosc. Lubie to slowo, choc uzywam go zazwyczaj w zlym kontekscie, dla mnie wsobnosc to zatracanie sie w wewnetrznym swiecie i przemysleniach, musze wlozyc duzo samokontroli, aby byc w miejscu i czasie. Czasem dziala to jak swoiste uszczypniecie, musze sie zmusic do patrzenia na ludzi i obserwacji swiata, kosztuje mnie to wiele wysilku, dawkuje sluchanie muzyki, celowo nie biore sluchawek i odkrywam (zalosnie w takim wieku) zen moc papierosow. Musze wracac do tu i teraz, wracac do jezyka, ktory placze mi sie gdy ktos.. no wlasnie distracts me, odrywa mnie od mojego swiata, tego, co jest prawdziwie ciekawe.
Spektrum autyzmu.
Samotna podroz pozwala na eksploracje tego zagadnienia, kiedy to bezkarnie moge byc wsrod ludzi i nic nie musze, z nikim rozmawiac i do niczego sie odnosic i prawdopodobnie jest to moj ulubiony element.
Wietnam pozwolil mi zrzucic jakas warstwe, odbebnilam daleka podroz sama, co w pewnym sensie spuscilo ze mnie powietrze, bo wiem ze moge.
Obserwuje od dluzszego czasu, jak ciezko mi obserwowac ludzi ze wzgledu na moja wsobnosc. Lubie to slowo, choc uzywam go zazwyczaj w zlym kontekscie, dla mnie wsobnosc to zatracanie sie w wewnetrznym swiecie i przemysleniach, musze wlozyc duzo samokontroli, aby byc w miejscu i czasie. Czasem dziala to jak swoiste uszczypniecie, musze sie zmusic do patrzenia na ludzi i obserwacji swiata, kosztuje mnie to wiele wysilku, dawkuje sluchanie muzyki, celowo nie biore sluchawek i odkrywam (zalosnie w takim wieku) zen moc papierosow. Musze wracac do tu i teraz, wracac do jezyka, ktory placze mi sie gdy ktos.. no wlasnie distracts me, odrywa mnie od mojego swiata, tego, co jest prawdziwie ciekawe.
Spektrum autyzmu.
Samotna podroz pozwala na eksploracje tego zagadnienia, kiedy to bezkarnie moge byc wsrod ludzi i nic nie musze, z nikim rozmawiac i do niczego sie odnosic i prawdopodobnie jest to moj ulubiony element.
Wietnam pozwolil mi zrzucic jakas warstwe, odbebnilam daleka podroz sama, co w pewnym sensie spuscilo ze mnie powietrze, bo wiem ze moge.
Monday, 23 July 2018
5. wiem co robic i nie wiem co z tym zrobic
przeczytałam na wikihow 5 kroków jak przeżyć brejkap
sama mogłabym napisać antyporadnik:
1. Idź z nim na kawę.
Wyjście na kawę to idealny sposób aby powdychać jego feromony, popatrzeć na jego śliczne kostki i prawie błagać o ulżenie swojemu zapomnianemu ciału. To również perfekcyjny moment, by jeszcze raz odegrać mamuśkę płacąc rachunek, przypomnieć sobie jego ulubione smaki i powspominać wspólne podróże. Ubierz się w śliczną sukienkę i pośmiejcie się jak twoja dupa nie mieści się na siodełku roweru, który sprezentował ci z okazji rozstania.
2. Poproś go o kolejną szansę.
Spytaj czy po tym jak przyjechałaś dla niego. Samochodem. Zostawiając wszystko. Do kraju oddalonego o 1700 km od Twojego
czy możesz jeszcze coś zrobić by to uratować?
(hint: nie)
3. Pooglądaj wasze zdjęcia.
Kilka klików i już jesteś na prostej drodze do romantyzacji wszystkiego. Bo co w ogóle było z nim nie tak?
4. Spytaj czy możesz na niego liczyć jakbyś umierała.
Odpowie: no właśnie właśnie, chciałem cię poprosić, żebyś mnie podwiozła na operację za kilka miesięcy.
Nie było mi dobrze, on nigdy nie chciał się zaangażować, a ja byłam kłębkiem nerwów. Teraz chcę umrzeć jak wracam ze spotkania z nim i właśnie dlatego nie powinnam go spotykać. Kropka. Higiena mózgu, duszy, serca
sama mogłabym napisać antyporadnik:
1. Idź z nim na kawę.
Wyjście na kawę to idealny sposób aby powdychać jego feromony, popatrzeć na jego śliczne kostki i prawie błagać o ulżenie swojemu zapomnianemu ciału. To również perfekcyjny moment, by jeszcze raz odegrać mamuśkę płacąc rachunek, przypomnieć sobie jego ulubione smaki i powspominać wspólne podróże. Ubierz się w śliczną sukienkę i pośmiejcie się jak twoja dupa nie mieści się na siodełku roweru, który sprezentował ci z okazji rozstania.
2. Poproś go o kolejną szansę.
Spytaj czy po tym jak przyjechałaś dla niego. Samochodem. Zostawiając wszystko. Do kraju oddalonego o 1700 km od Twojego
czy możesz jeszcze coś zrobić by to uratować?
(hint: nie)
3. Pooglądaj wasze zdjęcia.
Kilka klików i już jesteś na prostej drodze do romantyzacji wszystkiego. Bo co w ogóle było z nim nie tak?
4. Spytaj czy możesz na niego liczyć jakbyś umierała.
Odpowie: no właśnie właśnie, chciałem cię poprosić, żebyś mnie podwiozła na operację za kilka miesięcy.
Nie było mi dobrze, on nigdy nie chciał się zaangażować, a ja byłam kłębkiem nerwów. Teraz chcę umrzeć jak wracam ze spotkania z nim i właśnie dlatego nie powinnam go spotykać. Kropka. Higiena mózgu, duszy, serca
Saturday, 14 July 2018
4. notes to self
Wszystko kręci się w sposób mało kontrolowany.
Już jak to piszę, to się cieszę, m a ł o k o n t r o l o w a n y.
Łamią się serca, w miejsce złamań słoneczniki i spodnie od piżamy. Codziennie poznaję człowieka, uzależniłam się od tindera, chcę poznać tyle ludzi, ile się da przed zwariowaniem. Biegam, czytam, oglądam filmy, pracuję, pocę się i stąd wiem, że lato się zaczęło.
M., ten co mi zapisał swój numer w Barze Big Star, ten, z którym oglądaliśmy remont Ukrzyżowania Św. Piotra, ten, który w łóżku oznajmił, że nie wie, czy jest into women. Ten, który zbombował mój wypad do Berlina, dotknął pleców z Magnolią w tle, wyśmiał seksualne potrzeby, zrobił ogromne succhiotto, spędził ze mną sobotę i tym samym wprowadził martwość w mój dom.
20 godzin, z których leczyłam się dwa tygodnie. Zawsze będę anxious, niech ktoś to pokocha.
Wywiad w radiu, nigdy nie odsłucham. Zapłakane pocałunki z Jerusą. Dotykanie kobiecego ciała, podobnego, miękkiego, dotykanie wrażliwości, dotykanie prawie że siebie. Kogoś, kto przyszedł i wreszcie powiedział
Jak mogę ci pomóc?
Ludzie wracają. Ludzie chcą ruchać ci dupę, zjeść z tobą jajecznicę, mało kto chce być z tobą na końcu. Znaleźć siłę w byciu niekochaną,
Jestem na początku powrotu do siebie, podekscytowana i zaniepokojona.
Ludzie oscylują, wyjeżdżają, może nie tyle są dobrzy, co nie są niedobrzy. 3 tygodnie myślenia, że mam raka zainspirowało mnie big time, muszę kupić badmintona i rozpocząć bloga modowego. Nie jestem specjalna i to jest wspaniałe.
A już jutro wielki dzień, w którym będę odbierać pozostały dobytek od Maura, z milionem scenariuszy, z nienawiścią i radościa, że zobaczę tego idiotę.
Popkulturowe referencje, które rozwalił mój system: Zapach mężczyzny, It.
Już jak to piszę, to się cieszę, m a ł o k o n t r o l o w a n y.
Łamią się serca, w miejsce złamań słoneczniki i spodnie od piżamy. Codziennie poznaję człowieka, uzależniłam się od tindera, chcę poznać tyle ludzi, ile się da przed zwariowaniem. Biegam, czytam, oglądam filmy, pracuję, pocę się i stąd wiem, że lato się zaczęło.
M., ten co mi zapisał swój numer w Barze Big Star, ten, z którym oglądaliśmy remont Ukrzyżowania Św. Piotra, ten, który w łóżku oznajmił, że nie wie, czy jest into women. Ten, który zbombował mój wypad do Berlina, dotknął pleców z Magnolią w tle, wyśmiał seksualne potrzeby, zrobił ogromne succhiotto, spędził ze mną sobotę i tym samym wprowadził martwość w mój dom.
20 godzin, z których leczyłam się dwa tygodnie. Zawsze będę anxious, niech ktoś to pokocha.
Wywiad w radiu, nigdy nie odsłucham. Zapłakane pocałunki z Jerusą. Dotykanie kobiecego ciała, podobnego, miękkiego, dotykanie wrażliwości, dotykanie prawie że siebie. Kogoś, kto przyszedł i wreszcie powiedział
Jak mogę ci pomóc?
Ludzie wracają. Ludzie chcą ruchać ci dupę, zjeść z tobą jajecznicę, mało kto chce być z tobą na końcu. Znaleźć siłę w byciu niekochaną,
Jestem na początku powrotu do siebie, podekscytowana i zaniepokojona.
Ludzie oscylują, wyjeżdżają, może nie tyle są dobrzy, co nie są niedobrzy. 3 tygodnie myślenia, że mam raka zainspirowało mnie big time, muszę kupić badmintona i rozpocząć bloga modowego. Nie jestem specjalna i to jest wspaniałe.
A już jutro wielki dzień, w którym będę odbierać pozostały dobytek od Maura, z milionem scenariuszy, z nienawiścią i radościa, że zobaczę tego idiotę.
Popkulturowe referencje, które rozwalił mój system: Zapach mężczyzny, It.
Sunday, 27 May 2018
3. 18071995
Randki z dziewczynami, to jest temat.
Znużona dynamiką damsko-męską, zatopiona w swoim zadaniu rozwojowym i wiedziona seksualną płynnością i zaskakującą mnie samą ciekawością, drążę kwestię dziewczyńską,
Zawsze to dziewczyny zwracają moją uwagę na ulicy, poprzez presję kulturową jest po prostu więcej atrakcyjnych kobiet niż mężczyzn, no ale właśnie:
czy jestem zainteresowana dziewczynami czy najzwyczajniej w świecie kultura wrobiła mnie w uprzedmiotowienie kobiet i wręcz porównywanie się z nimi?
Dużo mniej kosztuje mnie spotkanie dziewczyny mimo wiadomego kontekstu, naturalny flow, nawet nie wydawała mi się jakaś specjalna, czasem wiedzie mnie gut feeling i w większości kończy się doświadczeniem powszednim, prozaicznym, zbytecznym prawie, ale w momencie, gdy p o d n i o s ł a na mnie oczy - wbiło mnie w ziemię.
Zawstydziłam się. Była magiczna. Powolna, delikatna, efemeryczna, mocna, dziewczyńska, niewinna. Poczułam posesywność, chciałam żeby była tylko dla mnie. Poszłyśmy na lody, ona nie jadła, pomyliłam drogę, lód mi ściekał, spociłam się, język mi się plątał, 'robiłam wrażenie'.
Chciałam wygrać dziewczynę, w którym momencie zaczęłam tego chcieć? Jak podniosła oczy czy jak powiedziała, że miała chłopaka? Czy nasze próby zdobycia niezdobytego nie są usilnym wołaniem ;jest we mnie cząstka czegoś cokolwiek specjalnego, dla kogokolwiek;.
Czy to nie jest egzystencjalne fizjologiczne błaganie?
Szarpanie się na pozbycie się tego i po prostu bycie to chyba próby osiągniecia nirwany, czy ja chcę nirwany? Swoją drogą to naprawdę zajebista nazwa dla zespołu.
Niech ktoś mnie zobaczy i zechce widzieć co rano.
Znużona dynamiką damsko-męską, zatopiona w swoim zadaniu rozwojowym i wiedziona seksualną płynnością i zaskakującą mnie samą ciekawością, drążę kwestię dziewczyńską,
Zawsze to dziewczyny zwracają moją uwagę na ulicy, poprzez presję kulturową jest po prostu więcej atrakcyjnych kobiet niż mężczyzn, no ale właśnie:
czy jestem zainteresowana dziewczynami czy najzwyczajniej w świecie kultura wrobiła mnie w uprzedmiotowienie kobiet i wręcz porównywanie się z nimi?
Dużo mniej kosztuje mnie spotkanie dziewczyny mimo wiadomego kontekstu, naturalny flow, nawet nie wydawała mi się jakaś specjalna, czasem wiedzie mnie gut feeling i w większości kończy się doświadczeniem powszednim, prozaicznym, zbytecznym prawie, ale w momencie, gdy p o d n i o s ł a na mnie oczy - wbiło mnie w ziemię.
Zawstydziłam się. Była magiczna. Powolna, delikatna, efemeryczna, mocna, dziewczyńska, niewinna. Poczułam posesywność, chciałam żeby była tylko dla mnie. Poszłyśmy na lody, ona nie jadła, pomyliłam drogę, lód mi ściekał, spociłam się, język mi się plątał, 'robiłam wrażenie'.
Chciałam wygrać dziewczynę, w którym momencie zaczęłam tego chcieć? Jak podniosła oczy czy jak powiedziała, że miała chłopaka? Czy nasze próby zdobycia niezdobytego nie są usilnym wołaniem ;jest we mnie cząstka czegoś cokolwiek specjalnego, dla kogokolwiek;.
Czy to nie jest egzystencjalne fizjologiczne błaganie?
Szarpanie się na pozbycie się tego i po prostu bycie to chyba próby osiągniecia nirwany, czy ja chcę nirwany? Swoją drogą to naprawdę zajebista nazwa dla zespołu.
Niech ktoś mnie zobaczy i zechce widzieć co rano.
Wednesday, 23 May 2018
2. Złość i kontrola
I wasn't looking but I found.
Szesnasta zdaje się być moją kreatywną godziną, choć to odkrycie z wczoraj. a już stworzyłam regułę.
f
u
c
k
mogę tu zrobić co chcę
Scena pierwsza: Spędzamy sobie miły wieczór z moim scopamico Robercikiem. Nie jest on najjasniejszym mózgiem w okolicy, ale jego klejnot iluminuje niewątpliwym blaskiem i jawi mi się jako topos męskiego przyrodzenia. Dylemat moralny - czy godne jest oddawanie swojej ziemskiej pokrywy dla kogos, kogo uważamy za tępego. Czy godnosc to wartosc. Czy branie ekwilibruje dawanie. Czy kobieta to człowiek. Czy ktos kto Cię bzyka powinien Cię odprowadzić do taksówki w ciemnosciach i deszczu, bo z was dwojga to on ma metrdziewięćdziesiątpięć.
Dylemat to nowy jak nowy jest mi seks pozazwiązkowy. Pozazwiązkowy dla mnie, bo Robercik ma dziewczynę.
Eniłej, chciałam się do kogos przytulić w deszcz i w noc i zapłacić za to kilkoma ruchami miednicy, proste. Proste jak to, że leciała ze mnie w ten wieczór krew i w ogóle to powinnam wyjsc z wioski i z innymi zsynchronizowanymi kobietami kontemplować naturę i przytulać drzewa, ale był akurat 21szy wiek i siedziałam w barze z Robercikiem, któremu coraz bardziej minka rzedła na mysl o wydzielinach mojego ciała. No nagle wszystko było jak wiatr w oczy, ostatecznie puscił mnie w ciemnosc i deszcz i w noc, nie mysląc przyszłosciowo, że było chociaż udać że luz, no wysilić się i zasnąć ze mną, bo w tym scenariuszu ta bramka się zamknęła. Nie wiedział, kiedy widział moją dupcię po raz ostatni.
Treat her better, boy.
To takie smieszne stwierdzać, że ktoś potraktował Cię paskudnie - i odpuszczać. To pierwszy raz w moim życiu tbh. Kurtyna.
Scena 2: Tłukę szklaną ściankę w kuchni. Ś się włączyło! Czyli wystarczyło próbować dostateczną liczbę razy, to jak z zadaniem rozwojowym.
Impreza na tarasie, 20 osób, 6 języków ojczystych, i ja wybuchająca żeby wszystkich komfortować i trzymająca się za nogi i ręce, by tego nie robić. To był ciężki weekend. Kurtyna.
Scena 3: Dłonie w morzu są takie piękne i realne, zawsze. Życie jest takie króciutkie, dobrze byłoby zrobić coś pożytecznego poza rozdzielaniem plastiku i papieru po współpracownikach, którzy źle segregują. Źle posegregowane śmieci mnie b o l ą. Co ja chcę zrobić z tym momentem tu. Ta momentalność staje się coraz bardziej namacalna - bez strachu. Kurtyna.
Szesnasta zdaje się być moją kreatywną godziną, choć to odkrycie z wczoraj. a już stworzyłam regułę.
f
u
c
k
mogę tu zrobić co chcę
Scena pierwsza: Spędzamy sobie miły wieczór z moim scopamico Robercikiem. Nie jest on najjasniejszym mózgiem w okolicy, ale jego klejnot iluminuje niewątpliwym blaskiem i jawi mi się jako topos męskiego przyrodzenia. Dylemat moralny - czy godne jest oddawanie swojej ziemskiej pokrywy dla kogos, kogo uważamy za tępego. Czy godnosc to wartosc. Czy branie ekwilibruje dawanie. Czy kobieta to człowiek. Czy ktos kto Cię bzyka powinien Cię odprowadzić do taksówki w ciemnosciach i deszczu, bo z was dwojga to on ma metrdziewięćdziesiątpięć.
Dylemat to nowy jak nowy jest mi seks pozazwiązkowy. Pozazwiązkowy dla mnie, bo Robercik ma dziewczynę.
Eniłej, chciałam się do kogos przytulić w deszcz i w noc i zapłacić za to kilkoma ruchami miednicy, proste. Proste jak to, że leciała ze mnie w ten wieczór krew i w ogóle to powinnam wyjsc z wioski i z innymi zsynchronizowanymi kobietami kontemplować naturę i przytulać drzewa, ale był akurat 21szy wiek i siedziałam w barze z Robercikiem, któremu coraz bardziej minka rzedła na mysl o wydzielinach mojego ciała. No nagle wszystko było jak wiatr w oczy, ostatecznie puscił mnie w ciemnosc i deszcz i w noc, nie mysląc przyszłosciowo, że było chociaż udać że luz, no wysilić się i zasnąć ze mną, bo w tym scenariuszu ta bramka się zamknęła. Nie wiedział, kiedy widział moją dupcię po raz ostatni.
Treat her better, boy.
To takie smieszne stwierdzać, że ktoś potraktował Cię paskudnie - i odpuszczać. To pierwszy raz w moim życiu tbh. Kurtyna.
Scena 2: Tłukę szklaną ściankę w kuchni. Ś się włączyło! Czyli wystarczyło próbować dostateczną liczbę razy, to jak z zadaniem rozwojowym.
Impreza na tarasie, 20 osób, 6 języków ojczystych, i ja wybuchająca żeby wszystkich komfortować i trzymająca się za nogi i ręce, by tego nie robić. To był ciężki weekend. Kurtyna.
Scena 3: Dłonie w morzu są takie piękne i realne, zawsze. Życie jest takie króciutkie, dobrze byłoby zrobić coś pożytecznego poza rozdzielaniem plastiku i papieru po współpracownikach, którzy źle segregują. Źle posegregowane śmieci mnie b o l ą. Co ja chcę zrobić z tym momentem tu. Ta momentalność staje się coraz bardziej namacalna - bez strachu. Kurtyna.
Tuesday, 22 May 2018
1. turo
No i co. Od 5ciu miesięcy w terapii, a dalej smierć na grzbiecie.
Nie działa mi polski diakrytyk nad literką s. Nie będzie diakrytyku, może nawet smieszniej to słowo wygląda: smierć. Po czesku, niepoważnie.
To będzie taki mózgowy rzyg dla wszystkich i dla nikogo. Bardziej dla nikogo, choć niełatwo jest pisać dla-nikogo, chociaż by się bardzo chciało, zawsze na bani to siedzi, że to znajdą i będą czytać, zawsze jest element autokreacji, który wzmacnia autopogardę. Tak czy inaczej, pisać trzeba, jakos wylać się trzeba, gdy talentów brak, gdy talenta nieodryte jeszcze. Niejasne jest dla mnie, jak tu zacząć, bo na pewno nie od początku, zacznę więc od teraźniejszosci, przecież nikt tego nie czyta i nikt nie będzie mi narzucał chronologii, a już na pewno nie logiki czy k o n s y s t e n c j i.
Odkrywanie siebie to pojebana sprawa, nie zawsze się lubi to, co się odkryje. Niekiedy nie można też odróżnić odkrywania od nadbudowywania, jedno jest pewne: toczę się jak snieżna kula, bardzo szybko, zmieniam się i nie wiem, co mnie czeka na końcu tego szalonego zjazdu - na pewno to nie będę ja, którą znam. Kot w worku, za moje pieniądze, 40 euro za godzinę, godzinę w tygodniu. Staram się tego nie mnożyć przez miesiące, ale co jakis czas nie wychodzi.
Wielka samotnosc w wielkim miescie, wielka potrzeba pocałunku i przytulenia, wielka potrzeba absolutnego niedostosywywania się do Innego. Przyjechali do mnie znajomi z bliskiego kraju turo, wspaniali ludzie, swiadomi, wszyscy w terapii, cultural appropriation, ciepłe słowa z uznaniem każdej mniejszosci narodowej, etnicznej, religijnej i seksualnej. Brzmi to ironicznie, ale budzi to mój faktyczny podziw i zazdrosc i chcialabym to umieć i staram się do tego stopnia, że czasami wolę nie powiedzieć nic. Tak czy inaczej, wspaniali inspirujący ludzie, 3 dni razem, 3 dni z życia na tarasie w wiecznym miescie, swieże jedzenie sezonowe i dużo glutenu, ale i tak mi odjebało. Po prostu nie mogę być ciągle w reakcji, czując ten Inny wzrok na sobie, który chcąc nie chcąc ocenia mnie - czy się usmiecham, czy głosno oddycham, inny wzrok, który próbuje skwantyfikować mój nastrój chociaż swiadomie zdaje sobie sprawę z moich issues - bycie w reakcji doprowadza mnie do furii.
Czas, w którym mogę być 'w relacji do' jest bardzo ograniczony.
Później zaczynam mysleć, że chcę obciąć paznokcie, ugotować fasolę, podlać kwiatki i jesc lody w kołdrze - i niemożnosc ta sadza mnie na pół godziny w zamkniętej łazience, aby odtajeć. A przecież jest potrzeba interakcji, pocałunku, przytulenia, hipotetycznie wpuszczenia kogos w swoje życie.
Gówno. Nie chce w moim życiu niczego poswiecic, ani fasoli, ani paznokci, poswiecanie czegokolwiek dla kogokolwiek, sama mysl budzi agresję i - jestem jednoczesnie paranoiczką i unikającą. Rozumiem wszystko, wszystko się dzieje i kreuje aktywny bałagan. Rewind do początku terapii i szybka mysl, ze jednak ten bałagan jest lepszy niż mgła, bo kiedys to była tylko mgła. Tak bardzo chce mi się bzykać z kims pięknym i dobrym.
Nie działa mi polski diakrytyk nad literką s. Nie będzie diakrytyku, może nawet smieszniej to słowo wygląda: smierć. Po czesku, niepoważnie.
To będzie taki mózgowy rzyg dla wszystkich i dla nikogo. Bardziej dla nikogo, choć niełatwo jest pisać dla-nikogo, chociaż by się bardzo chciało, zawsze na bani to siedzi, że to znajdą i będą czytać, zawsze jest element autokreacji, który wzmacnia autopogardę. Tak czy inaczej, pisać trzeba, jakos wylać się trzeba, gdy talentów brak, gdy talenta nieodryte jeszcze. Niejasne jest dla mnie, jak tu zacząć, bo na pewno nie od początku, zacznę więc od teraźniejszosci, przecież nikt tego nie czyta i nikt nie będzie mi narzucał chronologii, a już na pewno nie logiki czy k o n s y s t e n c j i.
Odkrywanie siebie to pojebana sprawa, nie zawsze się lubi to, co się odkryje. Niekiedy nie można też odróżnić odkrywania od nadbudowywania, jedno jest pewne: toczę się jak snieżna kula, bardzo szybko, zmieniam się i nie wiem, co mnie czeka na końcu tego szalonego zjazdu - na pewno to nie będę ja, którą znam. Kot w worku, za moje pieniądze, 40 euro za godzinę, godzinę w tygodniu. Staram się tego nie mnożyć przez miesiące, ale co jakis czas nie wychodzi.
Wielka samotnosc w wielkim miescie, wielka potrzeba pocałunku i przytulenia, wielka potrzeba absolutnego niedostosywywania się do Innego. Przyjechali do mnie znajomi z bliskiego kraju turo, wspaniali ludzie, swiadomi, wszyscy w terapii, cultural appropriation, ciepłe słowa z uznaniem każdej mniejszosci narodowej, etnicznej, religijnej i seksualnej. Brzmi to ironicznie, ale budzi to mój faktyczny podziw i zazdrosc i chcialabym to umieć i staram się do tego stopnia, że czasami wolę nie powiedzieć nic. Tak czy inaczej, wspaniali inspirujący ludzie, 3 dni razem, 3 dni z życia na tarasie w wiecznym miescie, swieże jedzenie sezonowe i dużo glutenu, ale i tak mi odjebało. Po prostu nie mogę być ciągle w reakcji, czując ten Inny wzrok na sobie, który chcąc nie chcąc ocenia mnie - czy się usmiecham, czy głosno oddycham, inny wzrok, który próbuje skwantyfikować mój nastrój chociaż swiadomie zdaje sobie sprawę z moich issues - bycie w reakcji doprowadza mnie do furii.
Czas, w którym mogę być 'w relacji do' jest bardzo ograniczony.
Później zaczynam mysleć, że chcę obciąć paznokcie, ugotować fasolę, podlać kwiatki i jesc lody w kołdrze - i niemożnosc ta sadza mnie na pół godziny w zamkniętej łazience, aby odtajeć. A przecież jest potrzeba interakcji, pocałunku, przytulenia, hipotetycznie wpuszczenia kogos w swoje życie.
Gówno. Nie chce w moim życiu niczego poswiecic, ani fasoli, ani paznokci, poswiecanie czegokolwiek dla kogokolwiek, sama mysl budzi agresję i - jestem jednoczesnie paranoiczką i unikającą. Rozumiem wszystko, wszystko się dzieje i kreuje aktywny bałagan. Rewind do początku terapii i szybka mysl, ze jednak ten bałagan jest lepszy niż mgła, bo kiedys to była tylko mgła. Tak bardzo chce mi się bzykać z kims pięknym i dobrym.
Subscribe to:
Comments (Atom)