Sunday, 27 May 2018

3. 18071995

Randki z dziewczynami, to jest temat.
Znużona dynamiką damsko-męską, zatopiona w swoim zadaniu rozwojowym i wiedziona seksualną płynnością i zaskakującą mnie samą ciekawością, drążę kwestię dziewczyńską,
Zawsze to dziewczyny zwracają moją uwagę na ulicy, poprzez presję kulturową jest po prostu więcej atrakcyjnych kobiet niż mężczyzn, no ale właśnie:
czy jestem zainteresowana dziewczynami czy najzwyczajniej w świecie kultura wrobiła mnie w uprzedmiotowienie kobiet i wręcz porównywanie się z nimi?

Dużo mniej kosztuje mnie spotkanie dziewczyny mimo wiadomego kontekstu, naturalny flow, nawet nie wydawała mi się jakaś specjalna, czasem wiedzie mnie gut feeling i w większości kończy się doświadczeniem powszednim, prozaicznym, zbytecznym prawie, ale w momencie, gdy p o d n i o s ł a na mnie oczy - wbiło mnie w ziemię.
Zawstydziłam się. Była magiczna. Powolna, delikatna, efemeryczna, mocna, dziewczyńska, niewinna. Poczułam posesywność, chciałam żeby była tylko dla mnie. Poszłyśmy na lody, ona nie jadła, pomyliłam drogę, lód mi ściekał, spociłam się, język mi się plątał, 'robiłam wrażenie'.
Chciałam wygrać dziewczynę, w którym momencie zaczęłam tego chcieć? Jak podniosła oczy czy jak powiedziała, że miała chłopaka? Czy nasze próby zdobycia niezdobytego nie są usilnym wołaniem ;jest we mnie cząstka czegoś cokolwiek specjalnego, dla kogokolwiek;.
Czy to nie jest egzystencjalne fizjologiczne błaganie?
Szarpanie się na pozbycie się tego i po prostu bycie to chyba próby osiągniecia nirwany, czy ja chcę nirwany? Swoją drogą to naprawdę zajebista nazwa dla zespołu.

Niech ktoś mnie zobaczy i zechce widzieć co rano.

No comments:

Post a Comment