Dosyć mam już siebie pod dywan zamiatania.
Chociażby wcześniejszy wpis, ja to grubo ciosana, ja to cośtam. Ja to ja. Również pod dywan zamiatająca to ja, ale ta ja mi się już znudziła, wkurwia mnie już.
Gdybym tak naprawdę uwierzyła, że nie trzeba nic budować, że można całe boże kurwa życie przeżyć latając do Madrytu Ryanairem? Że jak już mam z kimś budować, to chcę męża, a nie takiego, co się ludzie dziwią jak odmawia używek? Co wszystko w siebie wsypie, wrzuci, wleje? Chcę tę część co robi makaron, a nie chce tej co śpi na podłodze po barach? Co szuka wszędzie akceptacji, akceptacji od ludzi co puszczają płyty i sprzedają wódę innym ludziom co puszczają płyty?
Mogę chcieć. To nie jest Matteo.
Ja muszę pracować, ja muszę funkcjonować,ja płaczę, mała Michalina płacze. Słowa są piękne, czyny sprawiają, że czuję się jak gówno. Zalewa mnie z a z d r o ś ć. Zazdrość. Nie chcę piosenek, nie chcę dedykacji, chcę psa, już trochę lepiej, już się sobą przyopiekowuję. Przestrzeń między nami to biały transparentny sześcian i nie jest mi przykro, dziel nas sześcianie, wyjebane, sześcian jest mądry i wie co robi. Jestem absolutnie sama, przecież to wiadomo, ale zawsze jak obuchem w łeb/
Czemu ja nie mam pozować nago?
Czemu nie mam jechać gdzieś
czemu ja mam czytać wszystkie horoskopy czemu mam nie czuć że to zdrada?
pizda, md, wóda, chuj, jezu co to za różnica jest. Zdradzasz mnie kiedy inni widzą, że nie masz nad sobą kontroli. Zdradzasz mnie kiedy jesteś słaby w sposób fundamentalny, kiedy puszczasz się w ciemność zdradzasz nas. Nie chce pierdolenia o akceptacji, o naturze, wypierdalaj mi z taką naturą. Rolą człowieka w świecie jest próbować być lepszym tam gdzie widzisz jebane dziury które przecież patrzą też na ciebie. i co ten nietzsche, co wyszło kurwa z tego czytania oprócz że humanizm nihilizm cośtam cośtam najebmy się bo i tak umrzywamy.
widzę przez ten mrok na wylot i żałosny jest to widok.
Czemu mam się tak czuć? Może znajdę powód, może stwierdzę, że carbonara mi wynagrodzi. Będzie lepiej, bo tak mówi mi doświadczenie, i właśnie dlatego zostawiam ślad. Ślad rozedrganej Michalinki na asfaltowym dachu, ślad opuszczających ciało kończyn i unoszenia się nad biurkiem i odruchu ucieczki, i szukania vendetty. I to już jest sukces, że zostawiam ślad i że wiem, że chcę uciec i że idę do siebie kiedy w środku jest burza, jest dramat, bo ja jestem też dramat. Taka jest moja historia i zaakceptuj to? Nie umiem tego ułożyć w dekalog, w zasady, mogę tylko rzygać, bo to najlepsze, co mi przychodzi do głowy. zostawiać ślady pijanych słów, prawdziwych słów, i już co każde słowo jest mniej prawdziwsze, mniej napigmentowane, już mi ulatuje esencja, już znaczy wykrwawiłam się.
Szymon dziś wyjechał, boli mnie wszysztko dzisiaj blisko szaleństwa
i powiesz mi to nie ma nic wspólnego z tobą, z nami, również tinder nie ma nic wspólnego z tobą z nami, mogę się rzucić w moje przepaście bo mi sprawia przyjemność? bo akceptacja? dosyć już mam zamiatania pod dywan tylko dlatego że nikt tego nie zniesie. samotne wariatki, które malujecie swoje domy krwią - jesteście najbliżej prawdy

No comments:
Post a Comment