Wednesday, 14 November 2018

7. jest szczesliwe i nie zrobię nic

Rzeczy się zmieniają, ja się zmieniam, a może raczej: jestem work in progress. Odkrywanie i kształtowanie, i dać czasowi czas.

Odpadanie warstw to długi i przyjemny proces. Być może to po prostu defragmentacja ego, połączona z odpadaniem, upieram się, że to odpadanie jest istotne. To jak zrywanie tynku ze ściany, odrywanie maseczki ze skóry, samo patrzenie jest przyjemne i ciągle chce się więcej. To z tym ego, to wymyśliłam to teraz, nie wiem, czy psychoanalitycy by się zgodzili.

Tak czy inaczej, nieprzeceniona jest praca, którą wykonuje tu upływ czasu per se. Może to te połączenia neurologiczne w mózgu, które się tworzą i ugruntowują, choć nie do końca przemawia do mnie ta teoria; może dlatego, że nic o niej nie wiem. Nie jestem fanką researchu, ale i to się zmienia. Rzeczy zaczynają mnie prawdziwie interesować, a te, które mnie interesują - sprawiają, że próbuję zrozumieć więcej. To jest nowe. Nowy jest spokój samotności, normalność w byciu samej, którą też osiągnęłam drogą fejkowania. No i którejś niedzieli dostałam takiego okresu i grypy, że niebiosom dziękowałam za instytucję niedzieli, którą przeleżałam, śpiąc. Tak pokochałam niedzielę jako kolejny wolny dzień na moje sprawy.

Oddycham.

:wdzięczność
poczucie odpowiedzialności
poczucie konsekwencji za moje decyzje
wiedza, co jest dla mnie dobre
małe wybory
odpuszczanie
przebaczenie

to są uczucia nowe, które poczułam prawdziwie. Mogę leżeć, pić herbatę, słuchać azteckiej!!! muzyki i dziękować za te wszystkie przywileje, które dostaje. Mogę słuchać pana grającego na harfie pod mediolańską katedrą i płakać, żeby nigdy nie zabrano mi mojej wolności, mojego komfortu. Chcę pracować nad swoją energią, chcę być przyjemnym człowiekiem.
jezu, co mi się stało.