Jestem w Parmie, na srodku sali targowej, byc moze nie jest to najszczesliwsze miejsce na podsumowanie ostatnich tygodni, ale nie mam sposobnosci na szczesliwsze. Dni mijaja od ostatniego wpisu, a chce zachowac jakakolwiek plynnosc.
Obserwuje od dluzszego czasu, jak ciezko mi obserwowac ludzi ze wzgledu na moja wsobnosc. Lubie to slowo, choc uzywam go zazwyczaj w zlym kontekscie, dla mnie wsobnosc to zatracanie sie w wewnetrznym swiecie i przemysleniach, musze wlozyc duzo samokontroli, aby byc w miejscu i czasie. Czasem dziala to jak swoiste uszczypniecie, musze sie zmusic do patrzenia na ludzi i obserwacji swiata, kosztuje mnie to wiele wysilku, dawkuje sluchanie muzyki, celowo nie biore sluchawek i odkrywam (zalosnie w takim wieku) zen moc papierosow. Musze wracac do tu i teraz, wracac do jezyka, ktory placze mi sie gdy ktos.. no wlasnie distracts me, odrywa mnie od mojego swiata, tego, co jest prawdziwie ciekawe.
Spektrum autyzmu.
Samotna podroz pozwala na eksploracje tego zagadnienia, kiedy to bezkarnie moge byc wsrod ludzi i nic nie musze, z nikim rozmawiac i do niczego sie odnosic i prawdopodobnie jest to moj ulubiony element.
Wietnam pozwolil mi zrzucic jakas warstwe, odbebnilam daleka podroz sama, co w pewnym sensie spuscilo ze mnie powietrze, bo wiem ze moge.